- Może po szkole pójdziemy na polanę? Wiesz, odprężyć się i odizolować od ludzi? - Zapytała nadziejnie Agata.
- Naprawdę dobry żart. Przecież wiesz ,że starzy Cię nie puszczą a mnie ojciec tym bardziej. - Zdegustowana usiadła pod klasą oczekując na dzwonek, który w tym momencie był dla niej zbawieniem.
- Nie przesadzaj...Uciekne! - Szturchnęła łokciem przyjaciółkę.
- Powodzenia! Lepiej się przygotuj, zaraz przyjdzie Pani Dąs...Nie ma z nią żartów nawet w przypadku lekcji organizacyjnej. - Odpowiedziała pod nosem, ledwo dało się ją usłyszeć.
Po żółtym korytarzu rozległ się stary dzwonek , który nadal był obsługiwany ręcznie. Pierwszoklasiści darli się jak opętani, Tośka sama pamięta jak również zachowywała się jak dzikus.
Rozmyślania nastolatki przerwała jednak straszna postać ich nie lubianej wychowawczyni - Pani Dąs.
Błądziła po torebce szukając nerwowo kluczu a w tym czasie uczniowie zdążyli wstać. Zdesperowana w końcu przekręciła metalowym ustrojstwem i otworzyła drzwi do klasy. Tosia i Agata zajęły jak zwykle te same ławki środkowe pod oknem. Na nie korzyść dziewczyn, były one pojedyncze. Zielony kolor sali radośnie zawitał pozostałych a żółte zasłonki znajdujące się na szybach ponownie przepuszczały każdy promień słońca. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca zrobił się szmer. Co oni to nie robili w wakacje i takie tam. Rozmawiali o wszystkim i o niczym.
- Cisza! - Szczupła, niska blondynka przerwała ten harmider trzaskając dziennikiem w biurko. - Jak co roku ktoś nie potrafi poradzić sobie z potokiem nauki więc nie zawitał dziś do naszej klasy. Będziecie musieli pożegnać się z Adrianem, Gabrielą, Karolem i Wojtkiem. Wcale nie jest mi przykro. - Uczniowie zaczęli wiwatować i gadać z nagłego przypływu pozytywnej energii. - Ale! Nie tak szybko, moja klasa była pełna i będzie pełna. Mamy w niej tylko trzynaście osób, co bardzo mnie martwi. Dojdzie kilku nowych, mam nadzieję , że przywitacie ich gorąco. - Sztucznie się uśmiechnęła.
- Prze Pani! A-a ile ich będzie?! - Zapytał Dawid, to typ gościa , który udaje większego idiotę niż jest. Pani Dąs nigdy Go nie lubiła i nie miała pojęcia jakim cudem ciągle jest w tej klasie skoro zawsze po pierwszym semestrze ma kilka zagrożeń.
- Danielczuk! Na litość boską... Nie zadawaj tak tępych pytań! Cztery osoby. - Spokojnie, swoim miodowym głosem odpowiedziała. - Mogę już? - Wtrąciła między nerwowe rozmowy pozostałych.
- Psst... Trzech chłopaków i dziewczyna! - Stawiła zakład Antosia swojej przyjaciółce.
- Sami chłopcy! Jak myślisz? Atrakcyjni ? - Uśmiechnęła się wystawiając jak najbardziej swoje równe, białe zęby do rozmówczyni.
- Nie wiem. - Odwróciła się z powrotem do nauczycielki. Nie tolerowała gdy ktoś siedział tyłem a Tosia sama tego nie pochwalała.
- Gopin! Zapraszam na środek! Może chcesz poprowadzić organizacyjną? Skoro się tak do nauki wygrywasz? Na dzień dobry mogę zadać Ci pracę pisemną z wszystkich działów drugiej klasy? - Syknęła. Ta żmija nienawidziła błahego zachowania.
- Nie proszę pani, przepraszam proszę pani... - Powiedział drżącym głosem niczym mała dziewczynka.
- A więc wracając do tematu, jeden z nich nie jest stąd, wcześniej mieszkał w Warszawie. Pozostali mogą być wam znani. Przedstawię wam ich wszystkich po kolei, lubię gdy wszystko odbywa się uroczyście. Może zacznę od jedynej dziewczyny.
- Ha! Stawiasz mi soczek! - Zachichotały dziewczyny pod nosem.
- Proszę o Ciszę! - Pokręciła głową, a cała klasa zwróciła uwagę na dwie dziewczyny , które żywcem paliły się ze wstydu. - Klaudia! Zapraszam Cię tu!
Delikatnym ruchem blada dłoń otwarła wrota do tego wariatkowa. Blada twarz ledwie widoczna z pod rudych loków nieśmiało badała otoczenie.
- Cześć... Jestem Klaudia... Śniada..- Skrępowała się i nie zręcznie odsunęła pasmo włosów za ucho.
- Dobrze, usiądź za Gopinem, to ten z przygłupawym wzrokiem. - Cała klasa buchła śmiechem. - Teraz mamy braci! Marek, Jarek! Chodźcie tutaj! - Do klasy wparowało dwóch garbatych, brunetów. Byli szczupli i strasznie wysocy co tylko oszczpecało ich wygląd. Jedyne co było ich zewnętrznym atutem to niebieskie, morskie oczy. Zajęli miejsca za szkolnymi gwiazdkami i głupawo się szczerzyli. Nawet się nie przedstawili.
- To się źle skończy... Czwórka brzydkich kaczątek... - Zmartwiła się Agata.
- Nie wiadomo, poczekajmy. Życie długie! - Obie się zaśmiały a ich wzrok momentalnie przeskoczył na wchodzącego do sali chłopca. Kontrola od butów się zaczęła. Czarne, nieokreślonej marki i fasonu buty, ciemne dżinsy, specjalnie przetarte w poszczególnych miejscach. Szara bluza z napisem " Problem" z pod której wydobywała się czerwonoczarna koszula w kratkę. Na nadgarstku kilka bransoletek. Wyraźnie rysy twarzy jak na chłopaka w takim wieku. Głęboko zielone oczy i ciemno blond włosy , który genialnie kontrastowały z kolorem skóry. Posłał wszystkim szalmancki uśmiech i włożył ręce do kieszeni.
- Woow.... - Zdołała z siebie tylko wydobyć Aga.
- Maciek jestem. - Inne dziewczyny zaczęły się nim zachwycać i piszczeć ale nie Antonina. Czuła , że chłopak jest pozerem i cynicznym dupkiem. Znała takich wielu, ale tylko z książek. Nie była więc pewna swoich obaw. Przewróciła znacząco oczami kiedy jedna z koleżanek zaczęła wachlować sobie zeszytem. Usiadł na skos Tosi, za nią. Znajdował się poza zasięgiem wzroku dziewczyny a nie będzie się głupio kręcić żeby zidentyfikować obiekt.
Na przerwie większość osób, oczywiście płci żeńskiej nachalnie próbowało porozmawiać z nowym. Stał się najbardziej przystojnym chłopakiem. Do tej pory był nim Nataniel. Odwieczny nękacz Tosi. Z każdym krokiem ją prześladował, a jak przyszło co do czego, na dobre wychodziło Natanielowi. Ale może o nim innym razem?
Agata wraz z przyjaciółką przerwę spędzały pod oknem znajdującym się blisko klasy. Siedziały na parapecie i jak reszta obgadywały nowe osoby.
Maciek zakumplował się już z kilkoma osobami więc samotność mu nie doskwierała a nawet gdyby, to plącząca się obok niego Magda nie pozwoliła by na to.
- Wiesz, fajnie , że jesteś z Warszawy, brakuje tu takich ludzi.... Którzy nas odświeżą. Jesteś taki nowoczesny, i stylowy! To się rzadko zdarza. Jesteśmy tacy podobni..- Madzia zalotnie słała mu uśmiech i bawiła się swoimi lokami siadając jak najbliżej Maćka.
- Miło to słyszeć, choć nie sądzę byśmy byli podobni. - Momentalnie skierował główę w stronę Filipa. - Opowiesz mi coś o ludziach?
- Jasne, pytaj o co chcesz! - Zadeklarował radośnie.
- Kto to jest? - Wskazał ręką na blondynkę z klasy równoległej.
- Eee... To jest Hania, nie warta uwagi. - Szybko Wtrąciła Madzia jakby na siłę próbowała zwrócić na siebie uwagę chłopaka.
- Aha - Przewrócił oczami i żenującym wzrokiem popatrzył na nowego kumpla - Filipa. Ten w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. - Aaa.... Ona? - Tym razem palec powędrował na Agatę , która kierowała się do sklepiku.
- Eee, ten.... - Zdenerwowana dziewczyna nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Agata, Tomaszewska... - Wygarnął niecierpliwie Filip dając barbie do zrozumienia ,że nikt jej tu nie chce. Ta oczywiście musiała odstawić jakąś żałosną scenę i w płaczu pobiegła do znajomych, chociaż nikt jej nic nie zrobił.
- Co to za dziewczyna? - Spytał Maciek widząc jak do Agaty podchodzi krzycząc "czekaj" Tosia.
- Nie mam pojęcia. Mówimy na nią Coco. - Ze zdziwieniem na twarzy odpowiedział Filip.
- Jak możesz nie wiedzieć jak ma na imię osoba z Twoje klasy?! - To bardzo zaskoczyło chłopaka czego nie próbował nawet ukryć. Jego zdaniem to nie było normalne.
- Doszedłem w zeszłym roku! Ale chyba Tosia. - Odparł.
- Antonina? - Zapytał jakby nie wiedział o istnieniu takiego imienia.
- Jak można nie widzieć , że istnieje takie imię?! - Powiedział z sarkazmem małpując kolegę.
- No u nas to trochę przypałowe... - Przeczesał ręką swoje włosy.
- Stary... To jest prawie wieś. - Odparł spokojnie, tłumacząc koleżankę z klasy.
W dużych miastach każde z takich imion wydawało się dziwne. Tam popularne były takie jak Jessica, Marika i inne cudactwa typu "Mrówka". Rodzice w dzisiejszych czasach lubią krzywdzić swoje dzieci. Antonina w prawdzie nie była dumna ze swojego imienia ale potrafiła je zaakceptować, tak jak uczyniła to Agata. Większość osób tolerowało "Coco" ale istnieją też ludzie bez serca, gwiazdki szkolne - Magda, czy też Nataniel.
Przerwy są tu dosyć długie przez co uczniowie później wychodzą ze szkoły ale za to mogą spokojnie zjeść śniadanie i nauczyć się na kartkówke albo cokolwiek. Po piętnastu minutach na korytarzu zjawił pan Węzeł. Ostrym spojrzeniem wymierzył w klasę Tosi i równie kroczył w ich stronę trzymając w dłoni klucz do sali. Każdy już wiedział , że to będzie piekielna lekcja historii. Nikt nie chciał trafić na tego gościa, a zwłaszcza Agata, która kiedyś sobie u niego przegrała... I to nie źle.
Kiedy wszyscy umiejscowili się w swoich ławkach rozpoczął się maraton.
- Skoro tacy już jesteście starzy, to może powtórka z pierwszej klasy? Zaraz tu kogoś wylosujemy... Hymm ? Numer osiem.
Agata przełknęła pulę śliny i wstała z miejsca. To było jak wyrok śmierci. Koszmar z dzieciństwa, wszystko co złe!
- Powodzenia - szepnęła do niej Tosia.
- O! No proszę! Panna Igielska! Zapraszam na środeczek. - Uśmiechnął się wrogo. - Kim był Degagog?
- Nie pamiętam. - Spojrzała na buty.
- Patrz na mniej kiedy do Ciebie mówię! - Momentalnie uniosła głowę i wlepiła oczy w nauczyciela. - A spartańskie wychowanie? - Zaczął bawić się swoją brodą.
- Surowe... Bez litości, kąpanie w lodowatej wodzie? - Jej głos zadrżał a pewność siebie odpłynęła gdzieś w dal.
- Ty się mnie pytasz? Siadaj. Ocena niedostateczna. Co za tępa klasa mi się trafiła! Skaranie boskie! To będzie wieczne utrapienie...- Klępnął się w czoło a reszta rówieśników rozbrajała Agatę wzrokiem.
Po katuszach historycznych dziewczyny przetrwały jeszcze kilka lekcji i nadeszła ulubiona godzina szesnasta.
Zadowoleni uczniowie wychodzili dumnie ze szkoły ciągnąc za sobą worki z butami albo torby. Słońce jeszcze świeciło przez co trudno patrzyło się na drogę, tak to jest jak wychodzi się z ciemnego pomieszczenia.
Gdy przyjaciółki się pożegnały każda poszła w swoją stronę. Na nieszczęście Antki tą samą drogą wraca zawsze Nataniel. " Skaranie boskie mieć z naszą klasą? Phi! Pan chyba nie wie co mówi, to jest Skaranie. .." - Pomyślała Tosia widząc jak wróg podąża obok, po drugiej stronie drogi. Natychmiast przyspieszyła kroku a ten za nią. Denerwowało ją to więc postanowiła zareagować.
- O co Ci chodzi? - Spytała niecierpliwie z pogardą w głosie.
- Mi? Ależ najdroższa, o nic! - Prychnął ironicznie i uśmiechnął się złośliwie.
Nienawidziła Go tak bardzo , że zdolna by była do morderstwa.
Przewróciła oczami i skręciła w ścieżkę prowadzącą nad rzekę. - Żegnaj! "Najdroższa" - Pomachał ręką i jął się śmiać. Kiedy Nataniel zniknął całkowicie z głowy Tosi mogła wreszcie spokojnie pomyśleć. Usiadła na głazie blisko wody i zaczęła " puszczać żabki". Gdy była mała często robiła to z dziadkiem. Z babcią zaś zbierała jagody z pobliskiego krzaka. Tutaj nikt jej nie przeszkadzał, nikt nie wiedział o tym miejscu.....Prócz niej, i Agaty. Tak się przynajmniej wydawało. Po przestała na chwilę rzucać kamieniami bo usłyszała czyjąś rozmowę. Czym prędzej weszła na płaczącą wierzbę i zamaskowała się między lianami. Obserwowała ruszające się zarośla aż w końcu z nich wyłoniło się kilka osób z jej szkoły. Zaskoczona przyłożyła dłoń do ust aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Osoby , które zobaczyła to Magda i Oliwia. Najpustsze osoby w gimnazjum. Wyrwała się z zamyśleń i zaczęła podsłuchiwać.
- Oli! Wiesz co to za miejsce! Mój tata, chcę wykupić tę działkę i postawić tu willę z basenem! Tylko wytnie te obleśne drzewa i będę miała pokój z najlepszym widokiem! - Mówiła zafascynowana do swojej przyjaciółki.
- Ale supi! A co z tą rzeką?
- Nie wiem! Mój tatuś powiedział ,że skieruje ją w tamtą stronę - Wskazała palcem na zachód. Właśnie tam znajdował się rezerwat przyrody. Ojciec Magdy ma bardzo dobre kontakty ale to niesprawiedliwe , że muszą cierpieć zwierzęta i rośliny. Zresztą, Tosia również straci swoje miejsce. Ze łzami w oczach pobiegła niezauważalnie do domu. Wparowała i zobaczyła straszny bałagan. Wszędzie leżały butelki po piwie i ogólnym alkoholu. W powietrzu unosił się dym papierosowy, a tata nastolatki leżał w wymiocinach na ziemi.
- Gdzie do cholery jest ciocia? - Pomyślała w jednej chwili. Wzięła do ręki telefon i wybrała jej numer. Trzy sygnały i nic. Zrezygnowana odłożyła słuchawkę i zabrała się za ogarnianie domu. Kiedy skończyła zbierać butelki usłyszała dzwonienie. Od razu pobiegła i odebrała. - Halo?
- No halo, dzwoniłaś do mnie?
- Tak! Gdzie jesteś?! - Zdenerwowana zapytała.
- Tata Ci nie mówił? Pojechałam załatwić kilka rzeczy. Wcześniej pokłuciliśmy się o głupoty. Ale nie martw się. Posprzątałam w stajni za Ciebie słonko.
- Dzięki... Tyle ,że teraz muszę obudzić ojca. Leży nawalony na podłodze w wymiocinach! Obleśne...Ciociu... Pan Filipiak chcę zniszczyć rezerwat... - Załamanym głosem powiedziała.
- Co?! Jak to...Słuchaj, teraz nie mam czasu. Pogadamy jak wrócę. Pa! Buziaczki.
- Pa... - Ponownie odłożyła słuchawkę i wzięła się do dalszej pracy.
Po umyciu wszystkiego położyła swojego płodziciela na kanapie. Robiła to wszystko z obrzydzeniem ale cóż miała zrobić? Poszła do swojego pokoju i odrobiła pracę domową z historii. Dokończyła czytać książkę z wakacji i spojrzała na telefon. Godzina 18:38. Jak ten czas szybko leci. W głowie Tosi rodziły się dziwaczne pomysły na życie. Niekiedy chciała zabić tatę innym razem oddać za niego życie. Po dłuższej chwili usłyszała trzaskanie w kuchni. Zeszła na dół i uradowana przywitała się z ciocią Gosią.
- Jak to chcą zniszczyć rezerwat? Oszalał? Skąd wiesz? - Spojrzała na bratanice błagająco. Nawet nie chciała znać odpowiedzi ale musiała.
- Słyszałam. Od Magdy. Przykro mi ale nic się nie da zrobić, nikt nie ma tylu pieniędzy żeby wykupić to miejsce przed nimi! To koniec! Lata sadzenia poszły na marne. Nie dość , że w szkole było koszmarnie to dowiaduje się takich okropnych rzeczy! Do kitu...
- Może uda mi się z nim porozmawiać. A co takiego się stało ? - Podała Tosi kubek kakao i opiekuńczo spytała.
- Mamy fatalnego gościa z historii i Aga dostała przez niego pałe a to tylko dlatego ,że kiedyś powiedział mu całą prawdę, doszło do nas dużo osób! I tak dziwnych , że nawet Pan Mors wydaje się przy nich normalny.. Ech. ..
- Haha - Zaśmiał się ciotka - Ty też Kiedyś byłaś nowa, poczekaj aż będziecie mieć biologię z panią Bernaś! To dopiero masakra, ona tam jeszcze uczy?
- Tak...Będzie mieć dodatkowe z Klaudią. - Wzięła następny łyk i pobliskie ciastko.
- Kim jest "Klaudia"? - Zapytała sięgając po to samo co Tosia.
- Jedna z nowych osób. Przypomina mi trochę Idę... Tą z tej książki. Strachliwa i mało mówna. Ja na jej miejscu zrobiłbym to samo widząc naszą klasę.
- Yhymm.. Ktoś jeszcze?
- Trzy osoby! Jacyś bliźniacy i Maciej... - Opuściła głowę na blat.
- Maciek... Mój wymarzony mąż miał tak mieć na imię... Ale przypadek losu! Moja koleżanka z Warszawy właśnie się tu przeprowadziła i ma syna! Maćka! - Pokręciła zastanawiająco głową i poszła spróbować doprowadzić brata do porządku. Do Antki dopiero dotarło co właściwe powiedziała jej Ciocia.
~ OCZAMI TOSI~
Zaraz, zaraz... Jeżeli to jest jej koleżanka a on to ten, to znaczy , że ona z nim tu! - O matko! - Krzyknęłam wybudzając tym samym tatę z alkoholowej śpiączki. Pobiegłam na górę i chwyciłam telefon, szybko wybrałam numer Agaty.
" Nie uwierzysz" - Wysłałam.
"Od Aga"
" O co chodzi? "
" Sorry, powiem Ci jutro. Muszę się dokładnie dowiedzieć".
Nawet nie wiem po co do niej pisałam skoro nie jestem pewna? Nagły dopływ Energi tak na mnie działa. Czy ja na pewno zrozumiałam dobrze? No raczej tak, nigdy nie miałam problemów ze słuchem. Jutro opowiem wszystko Agacie i dotrzemy do sedna sprawy.
Teraz się położę i wykorzystam cenny czas, potem mogę go nie mieć...
**************************
Nicole♥
niedziela, 13 grudnia 2015
wtorek, 8 grudnia 2015
Prolog.
Po wakacjach w większości przypadków idzie się do szkoły. Rozpoczęcie roku, przydzielanie do klas - trafiasz do tej najgorszej. Dzielenie piętra z najwredniejszą suką i humorzasta nauczycielka z chemii, która wiecznie ma do Ciebie pretensje.
Niski poziom konwersacji w sensie o nauce. Wszyscy nie mają ani kropli elokwencji w swoich zdaniach. Co innego w rozmowach nie dotyczących szkoły i uczenia się. Tam było na luzie.
Ukryty talent , którego nie możesz rozwijać... Mieszkanie na jakimś odludziu zwanym miasteczkiem. Brak czasu na spotkania ze swoją jedyną przyjaciółką , która również ma wolne chwile raz na ruski rok.
Taki właśnie jest świat naszej Tosi.
Przed śmiercią jej matka miała ostatnie życzenie - By córeczka miała nadane imię po prababci. Tak o to bohaterka tej puszki pandory została ozdobiona Antoniną. Nikt tak do niej nie mówił prócz jej ojca. Agata - Przyjaciółka dziewczyny wołała na nią Tosia.
W szkole nikt nawet nie pamiętał kim ona jest i , że istnieje, więc dostała przydomek Coco (koko).
Nikt nie znał bólu , który ją dopadał kiedy inne dziewczyny piszczały , że ktoś zaprosił ją na spacer, lub mówiły jak fajnie spędziły czas ze swoją mamą... Serduszko tej małej jeszcze dziewczynki pękało za każdym razem przy takich scenach. Brakowało jest matczynej miłości i bliskości rodzicielki , która od kilku lat przewraca się w grobie widząc co wyczynia jej wybranek serca.
Choć cała szopka w domu Antoniny trwała już dobre siedem lat to nie potrafiła przywyknąć do takiego traktowania. Nie mogła normalnie spać i chodzić do szkoły bo musiała plewić głupie, pieprzone buraki w polu! Musiała pracować, musiała robić wszystko co podobało się jej tacie, do tego wszystkiego nie miała oparcia. Nie miała nic... Oprócz Agi i małego kundelka , który wabił się Niko. Antonina była jedynaczką więc wszystkie obowiązki spadały na nią. Chociaż stawała na głowie żeby poukładać sobie życie ale ktoś zawsze jej wszystko rujnował. Tym kimś był albo jej Ojciec albo ludzie. Jednak ta słaba duszyczka potrafiła się podnieść i iść dalej. Pokonywała bacznie przeszkody do piętnastego roku życia. Teraz zaczęło być trochę lżej, z górki nie pod. Zaczęło się robić całkiem wesoło.
Wszystko przez to, że jej ciotka - Gosia, wprowadziła się do nich. Życie nastolatki zaczęło nabierać barw, a ciocia zastępowała jej matkę.
********
Witam! Oto prolog, całkiem innego opowiadania niż na wcześniejszym blogu. Liczę na pozytywne nastawienie i miłe czytanie moich "palcowych" wypocin.
Adres drugiego bloga : kocham-zawsze.blogspot.com
Nicole♥
Niski poziom konwersacji w sensie o nauce. Wszyscy nie mają ani kropli elokwencji w swoich zdaniach. Co innego w rozmowach nie dotyczących szkoły i uczenia się. Tam było na luzie.
Ukryty talent , którego nie możesz rozwijać... Mieszkanie na jakimś odludziu zwanym miasteczkiem. Brak czasu na spotkania ze swoją jedyną przyjaciółką , która również ma wolne chwile raz na ruski rok.
Taki właśnie jest świat naszej Tosi.
Przed śmiercią jej matka miała ostatnie życzenie - By córeczka miała nadane imię po prababci. Tak o to bohaterka tej puszki pandory została ozdobiona Antoniną. Nikt tak do niej nie mówił prócz jej ojca. Agata - Przyjaciółka dziewczyny wołała na nią Tosia.
W szkole nikt nawet nie pamiętał kim ona jest i , że istnieje, więc dostała przydomek Coco (koko).
Nikt nie znał bólu , który ją dopadał kiedy inne dziewczyny piszczały , że ktoś zaprosił ją na spacer, lub mówiły jak fajnie spędziły czas ze swoją mamą... Serduszko tej małej jeszcze dziewczynki pękało za każdym razem przy takich scenach. Brakowało jest matczynej miłości i bliskości rodzicielki , która od kilku lat przewraca się w grobie widząc co wyczynia jej wybranek serca.
Choć cała szopka w domu Antoniny trwała już dobre siedem lat to nie potrafiła przywyknąć do takiego traktowania. Nie mogła normalnie spać i chodzić do szkoły bo musiała plewić głupie, pieprzone buraki w polu! Musiała pracować, musiała robić wszystko co podobało się jej tacie, do tego wszystkiego nie miała oparcia. Nie miała nic... Oprócz Agi i małego kundelka , który wabił się Niko. Antonina była jedynaczką więc wszystkie obowiązki spadały na nią. Chociaż stawała na głowie żeby poukładać sobie życie ale ktoś zawsze jej wszystko rujnował. Tym kimś był albo jej Ojciec albo ludzie. Jednak ta słaba duszyczka potrafiła się podnieść i iść dalej. Pokonywała bacznie przeszkody do piętnastego roku życia. Teraz zaczęło być trochę lżej, z górki nie pod. Zaczęło się robić całkiem wesoło.
Wszystko przez to, że jej ciotka - Gosia, wprowadziła się do nich. Życie nastolatki zaczęło nabierać barw, a ciocia zastępowała jej matkę.
********
Witam! Oto prolog, całkiem innego opowiadania niż na wcześniejszym blogu. Liczę na pozytywne nastawienie i miłe czytanie moich "palcowych" wypocin.
Adres drugiego bloga : kocham-zawsze.blogspot.com
Nicole♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)